czwartek, 19 września 2013

#11

- Tak.? Co chcesz mi powiedzieć kochanie.?- Spytał zaskoczony Harry.
- Za pół roku będzie koniec...
- Koniec.? Koniec czego.?
- Nas...nas i mnie
- Co.?! Co ty gadasz.?!- W oczach Harrego zebrały się łzy.
- Harry...za pół roku umrę...okazało się, że mam chore serce i potrzebuję przeszczepu. Jeśli nie zajdzie się dawca...za pół roku umrę.
- Nie.! Ty nie umrzesz.! Nie możesz.!
Harry wtulił się we mnie jak małe dziecko i popłakał się. Ja milczałam. Nie wiedziałam co robić. Harry płakał jak opętany, nie mogłam go uspokoić.
Minęło 20 minut, a Harry nadal płakał. Nie mogłam na to patrzeć. Ten widok mnie wykańczał. Zanim umrę kupię mu kota, a niech się uspokoi. Nie lubię jak ktoś płacze, a już tym bardziej, jak płacze ktoś kogo kocham. Czemu on nie może pogodzić się z tym, że ja umrę.? To naturalna kolej rzeczy. Ale jestem ciekawa jak zareaguje Majka jak się dowie, że niedługo umrę.
- Kate...- Powiedział Harry powstrzymując przez chwilę łzy.
- Tak, Harry.?
- Zostaniesz dzisiaj na noc.?
- No nie wiem...
- Proszę cię.
- Eh...no dobrze. Ale tylko na jedną noc.
Na twarzy Harrego pojawił się uśmiech. Lecz po chwili znowu zagościł na niej smutek. Nagle usłyszałam głos Zayna i Majki. Wiedziałam, że teraz będę musiała jej o wszystkim powiedzieć.
Gdy tylko Harry też usłyszał ich głosy wybiegł z pokoju. Ja wybiegłam za nim. Widziałam jak Harry potknął się na 2 ostatnich schodkach i zleciał z nich. Byłam ciekawa co chce zrobić.
- Maja.! Maja.!- Krzyknął Harry podnosząc się z podłogi i biegnąc dalej.
- Harry.! Nie.!- Krzyknęłam za nim.
- Co się stało Harry.?- Spytała Majka z świętym spokojem i cała radosna.
- Kate umiera.!- Krzyknął Harry, a po jego policzkach spłynęły łzy.
- Co ty gadasz.? Przecież stoi na schodach.- Powiedziała roześmiana Maja.
- Ale ona ma chore serce i za pół roku umrze jeżeli nie będzie dawcy.!- Powiedział Harry przez łzy.
- Kate...to prawda.?- Spytała Maja, z przychodzącym na jej twarz smutkiem.
- Tak...to prawda...- Powiedziałam spuszczając głowę i schodząc po schdach małyki krokami.
Znowu zapadła ta niezręczna chwila milczenia. Zayn patrzył na mnie jak na potwora. Maja usiadła na kanapie i schowała twarz w dłoniach. Harry położył się na ziemi i tak jak Majka schował twarz w dłoniach. A ja usiadłam na schodach i nie wiedziałam co robić. 
Po chwili drzwi wejściowe otworzyły się, a przez nie wszedł Niall i Liam. Mieli bardzo niewyraźne miny. Liam wszedł do kuchni, wziął sok i wyszedł. Za nim wyszedł Niall.
Po chwili spojrzałam na zegarek. Była 22:05 . Maja też zorientowała się, że jest w miarę późno więc chciała iść do akademika. Zayn poszedł ją odprowadzić. Ja wstałam z tych schodów i podeszłam do Harrego. Próbowałam odciągnąć jego ręce od twarzy. Gdy w końcu udało mi się to podałam mu rękę. Harry chwycił ją i pociągnął do siebie. Po chwili leżałam już na ziemi z Harrym.
Harold przytulił mnie do swojej klatki piersiowej i pogłaskał po głowie.
- Nie pozwolę ci odejść- Powiedział po chwili.
Po 5 minutach wstaliśmy z podłogi i poszliśmy do pokoju. Wzięłam koszulę Harrego i moje kródkie spodnie i poszłam do łaziekni. Gdy z niej wyszłam z za drzwi wyskoczył Harry. Przeżycił mnie przez ramię i zaniusł do pokoju poczym rzucił na łóżko. Po chwili przykryłam się kołdrą, a Harry wyszedł z pokoju.
Chyba zasnęłam, bo gdy otworzyłam oczy była 06:00. Wyskoczyłam z łóżka i ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy. Wybiegłam z domu chłopaków i pobiegłam do domu po plecak po czym pobiegłam sprintem do szkoły.
Po 7 godzinach wyszłam ze szkoły. W pewnym momencie zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam. Był to lekarz.
- Dzieńdobry- Powiedział
- Dzieńdobry.- Powtórzyłam
- Mam dla pani dobre wieści. Znalazł się dawca.
- Na prawdę.?!- Powiedziałam podekscytowana.
- Tak. Proszę za tydzień przyjść do szpitala.
Po tej informacji podzękowałam lekarzowi i pożegnałam go. Po czym pobiegłam do domu powiedzieć o tym Harremu.
- Harry.! Harry.!- Krzyknęłam
- Tak kochanie.?- Powiedział Harry schodząc ze schodów owinięty w pasie ręcznikiem.
- Znalazł się dawca.!
- To cudownie.!
Zrzuciłam plecak z ramienia i podbiegłam do Harrego przytulając go. Harry po chwili odwzajemnił uścisk. Ucałowałam go i pobiegłam do pokoju. Z pokoju do kuchni po sok pomarańczowy, z kuchni na piętro, z piętra na dwór i tak w kółko. Byałam taka szczęśliwa, że będę żyła i, że będę z Harrym.
W końcu minął tydzień. Szłam do szpitala na przeszczep. Ze mną był tam Harry. Przed salą operacyjną rozstawaliśmy się.
- Pamiętaj kochanie...zawsze będę z tobą. Gdy się obudzisz będę tutaj. W tym miejscu. Pamiętaj...kocham cię kochanie. I już zawsze będę z tobą...choćby nie wiem co. I powtórzę to. Kocham cię i nigdy nie przestanę.- Powiedział Harry. W oczach miał łzy.  Przytulił mnie i pocałował.
- Też cię kocham Harry. Ale teraz muszę już iść na operację.- Powiedziałam do Harrego oddając pocałujek.
- Kochanie...ale pamiętaj, że cię kocham i, że to dla ciebie.- Harry przytulił mnie mocniej, a  do ręki wręczył mi jakąś kartkę- Proszę, masz tutaj ten oto list. Proszę...przeczytaj go dopiero po operacji.
- Dobrze...- Mówiąc to pocałowałam go i udałam się w kierunku sali.
Obróciłam się, żeby jeszcze raz spojrzeć na Harrego. Harry właśnie gadał z lekarzem. Byłam zdziwiona.
- Panno Kate.! Proszę iść do sali.!- Krzynkął lekarz.
Weszłam do sali. Położyłam się na łóżku i dostałam narkozę.
Obudziłam się. Leżałam na łożu operacyjnym. Otaczali mnie lekarze. Jeden z lekarzy powiedział, że operacja powiodła się i, że jest już dobrze. Wstałam więc z łóżka operacyjnego i poszłam na korytarz gdzie miał czekać na mnie Harry. Nie było go. Czekałam jeszcze 10 minut. W końcu osunęłam się po ścianie i usiadłam na ziemi. Zaczęłam płakać. Nagle przypomniało mi się o liście od Harrego. Wyjęłam kartkę z kieszeni. Była złożona w 4 części. Rozłożyłam list. Po przeczytaniu treści wszystko zrozumiałam: ,, Hej kochanie. Gdy będziesz to czytać nie będzie mnie obok Ciebie. Dawcą byłem ja. A pamiętasz tego pseudo pomocnika.? To był Louis. Zgłosiłem to na policję dlatego nie było go tyle w domu. Jest w więzieniu na półtorej roku. Ale mniejsza o niego. Wracając do twojego/mojego serca. Nie mówiłem Ci o tym, że jestem dawcą ponieważ gdybyś o tym wiedziała nie przyjęłabyś tego przeszczepu. Zrobiłem to ponieważ Cię kocham. I pamiętaj o tym. Będziemy razem już na zawsze. Chciałbym też abyś stworzyła szczęśliwą rodzinę. Kocham Cię ponad wszystko. Mam nadzieję, że nie jesteś zła bo zrobiłem to dla Ciebie. Ponieważ Cię kocham. Jbyło jeszcze tyle rzeczy, które chciałem z Tobą zrobić ale cóż...kocham Cię i dlatego oddałem Ci całe moje serce. Teraz już nikt nas nie rozłączy. Na zawsze Twój Harry x.'' Popłakałam się. Nie sądziłam, ze to się tak skończy, że będziemy razem, że będziemy mieć dzieci i, że założymy rodzinę, a tu nic. Nie ma nas.
Dzisiaj jest pogrzeb Harrego. Cały czas płaczę, całe dnie, cały czas. Przed cmentarzem był Louis. Gdy go zobaczyłam coś we mnie wstąpiło.
- Ty idioto.! Co ty tutaj robisz.?! Jak możesz.? Po tym co zrobiłeś.?!- Nakrzyczałam na Louisa i zaczęłam go popytać.
- Hahaha, To ty powinnaś leżeć w tej trumnie, a nie Harry. Nie pasowaliście do siebie, a ciebie nienawidzę.
Po tym udeżyłam Louisa w twarz. Nie mogłam na niego patrzeć. 
Gdy zakopywali trumnę Harrego płakałam jak nie wiem co. W pewnym momencie zaczął padać deszcz. Wszyscy już poszli...wszyscy po za mną. Zostałam tam. Leżałam prawie na grobowej płycie. Nagle poczułam jak ktoś lub coś kładzie się obok mnie. Obróciłam się. Nikogo ani niczego tam nie było. Obróciłam się jeszcze raz. Zobaczyłam przezroczystą postać Harrego, który odgarniał moje mokre włosy. Poczułam jak przytula mnie delikatnie do swojej piersi i całuje mnie delikatnie w usta. 
- Kochanie...idź do domu, wiem, że mnie kochasz, ja ciebie też. Kochałem, Kocham i Kochać będę już zawsze. Ale teraz muszę już odejść. Żegnaj. Cudownie było mi cię znowu poznać i zakochać się w tobie na nowo. Kocham cię od naszego poznania się w Miami w 2010 roku. A teraz już nikt nas nie rozłączy. Kocham cię. - Powiedziała przezroczysta postać wstając i odchodząc po przezroczystych schodach, gdy była już  bram obróciła się- Teraz będę nad tobą czuwał, będę twoim drugim aniołem stróżem. Kocham cię aniołku.- Po tych słowach postać znikła.
Chciałam także odejść, zbiłam jeden ze zniczy i chciałam podciąć sobie żyły. Ale gdy miałam szkło przy żyle znów ukazała się owa postać, która oddaliła dłoń ze szkłem od mojej żyły. Duch pocałował mnie jeszcze raz, a ja opadłam na płytę grobową i usnęłam

________________________________
KONIEC ;*

#10

W końcu wyszłam z tego szpitala. Byłam bardzo szczęśliwa. Ale ten ślad na szyi mnie nadal boli. Wyszłam ze szpitala. Stałam w wejściu do budynku. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Obróciłam się. Miałam nadzieję, że to Harry, ale nie, bo po co.? To był Louis. Obrzucił mnie wrogim spojrzeniem i wyszedł z budynku, usłyszałam jeszcze jak mówił pod nosem ,, I tak niedługo umrzesz ''. Ale co ja mu zrobiłam.? Rozmawiałam z nim tylko raz w życiu, a on ma do mnie pretensje. 
Czekałam w tym wejściu sama aż nagle zaczepił mnie lekarz, który robił mi badania.
- Pani Kate, prawda.?- Spytał.
- Tak...a o co chodzi.?- Spytam zaniepokojona.
- Mam dla pani złe wieści. Mianowicie, robiliśmy pani badania i wykazały one, że ma pani chore serce.
- Że co.?
- Przykro mi...
- Czyli, że niedługo umrę.?
- Nie jeśli znajdzie się dawca.
- Rozumiem...dziękuje za informację...a ile mi zostało czasu.?
- To zależy...jeśli nie będzie dawcy to co najwyżej pół roku.
- Dobrze...dziękuję...do widzenia.
- Do widzenia.
Lekarz zniknął za zakrętem w korytarzu. Ja zjechałam po ścianie i schowałam głowę w kolanach. ,, Czemu.? Ja się pytam czemu.? Czemu teraz, jak już zaczęło się powoli układać.?''- Pomyślałam. 
W końcu Harry przybył. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. On podał mi rękę. W cale nie chciałam wstawać ale trudno, podałam mu rękę i podniosłam się. Harry przytulił mnie i spytał co się stało, nie odpowiedziałam jednak.
Wyszliśmy ze szpitala. Padał deszcz. Harry założył mi na ramiona swoją bluzę. Ja zrzuciłam ją. Pod czas gdy ludzie chowali się pod parasolami, ja stałam na środku chodnika z podniesioną głową. Nagle Podszedł do mnie Harry, chwycił mnie za rękę, założył prawie siłą swoją bluzę i zaprowadził mnie do domu. Ale niestety nie mojego.
Gdy Harold otworzył drzwi do ich domu, na kanapie zobaczyłam Louisa i Elenor. Ale gdy tylko Louis mnie zobaczył sielanka się skończyła.
- Co ona tutaj do cholery robi.?!- Krzyknął.
- Jest.! - Odkrzyknął Harry.- Nie zabronisz jej tutaj być.! 
Louis nie odpowiedział. Usiadł z powrotem na kanapę i objął El. Elenor była wyraźnie zdziwiona, ja z resztą też. Louis wyglądał na opanowanego, miłego i spokojnego człowieka, a ta rekcja była dziwna. Przecież on zachowywał się jakbym mu kogoś zabiła. 
Harry zaprowadził mnie na górę, na schodach obrócił się i obrzucił Louisa morderczym spojrzeniem. Na górze, Harry włączył jakiś film. Po chwili jednak uznał, że musi iść na chwilę do sklepu.
Gdy Harry wyszedł zeszłam na dół. Poszłam do kuchni. Gdy chciałam z niej wyjąć w drzwiach zobaczyłam Louisa. Przestraszyłam się trochę. Louis zaczął się do mnie zbliżać. Zlękłam się.
- Hahaha, nie bój się...- Powiedział Louis.
Przytulił się do mnie. 
- Przepraszam...- Powiedział szeptem.
Nagle poczułam, że coś spływa po moich plecach. Louis odsunął się ode mnie i uśmiechnął się lekko. Tolminson poszedł na górę chyba do swojego pokoju. 
Przejechałam ręką po plecach. Spojrzałam na nią. Była cała w krwi. Pobiegłam szybko do łazienki. Próbowałam otworzyć drzwi ale były zamknięte. Nie mogłam się o nic oprzeć. Stałam pod tymi drzwiami jak głupia. Nagle usłyszałam z za drzwi głos Louisa.
- Może teraz w końcu umrzesz- Powiedział śmiejąc się.
Nagle ku mojej radości wrócił Harry. Spojrzał na mnie. Miałam całą rękę w krwi. Harry był przerażony.
- Co ci się stało.?!- Powiedział.
- Louis.! - Krzyknęłam obracając się.
- Tomlinson.! Pogięło cię.?!
- Tak.! Ona ma umrzeć.!- Krzyknął Louis.
Pobiegłam do pokoju Harrego. Po chwili do pokoju wbiegł Harry. W ręce trzymał wodę utlenioną.
- Kate...zdejmij bluzkę.- Powiedział Harry.
- Co, proszę.?- Spytałam z kpiną.
- No muszę przemyć ranę...
- Aaa...no fakt.
Zdjęłam bluzkę. Po chwili poczułam coś na moich plecach. Piekło jak diabli. Ale jak Louis mógł mi to zrobić.?! Przecież ja mu nic nie zrobiłam. Ale najbardziej ciekawi mnie to czym on to zrobił. 
Gdy Harry przemył mi ranę. Założyłam jego koszulę i poszłam do łazienki. W końcu Lou z niej wyszedł. Na umywalce leżała zakrwawiona żyletka. No to już wiem czym Tomlinson przeciął mi plecy. 
Przemyłam twarz wodą i wróciłam do pokoju Harrego. Usiadłam na łóżku, a Harry przytulił się od mnie. Po chwili lekko się odsunął i delikatnie przejechał palcem po moich przeciętych plecach. Syknęłam cicho.
- Boli cię.?- Spytał Harry z smutną miną.
- Trochę- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Trochę.?
- Trochę bardzo...
- Biedactwo ty moje...- Powiedział Harry całując mnie- Zabiję Louisa- Dodał po chwili.
- Nie...oszczędź go. 
- Nie, po tym co zrobił. Ty masz żyć.! Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało, gdybyś umarła...
Nie odpowiedziałam. Spuściłam głowę. Wpatrywałam się w podłogę. Przypomniało mi się to co powiedział mi lekarz w szpitalu...to, że zostało mi pół roku życia. Muszę mu to powiedzieć ale, ale jak.?  Dopiero się zeszliśmy. Dopiero zaczęło nam się układać, a mi zostało pół roku. Nastała niezręczna chwila ciszy, którą ktoś musiał przerwać. Wydawało mi się, że to muszę być ja.
- Harry...muszę ci coś powiedzieć...- Powiedziałam unosząc głowę.

wtorek, 17 września 2013

#9

- Amber...- Zwróciłam się do niej szeptem.
- Tak.?- Odpowiedziała po dłuższej chwili.
- Kto cię pobił.?
- Yyy...nie pamiętam...
- Wiem, że pamiętasz....
Amber nie odpowiedziała. Spuściła tylko głowę  i nałożyła sobie kołdrę na głowę. Po chwili odpowiedziała jednak.
- I tak ci nie powiem...
- Dlaczego.?
- Bo nie. Nie chcę o tym mówić, bo znowu mi coś zrobi.
- Widziałyśmy się już kiedyś prawda.?
- Tak.
- W parku prawda.?
- Tak.
- Jesteś jedną z jego ludzi.?
- Tak, byłam.
- To on ci to zrobił czy tam zrobiła.?
- Tak, to on.
W tym momencie Amber popłakała się.
,, Więc to jednak on...''- Pomyślałam. Nagle drzwi otworzyły się. Pomyślałam, że to może Majka. Ale myliłam się. Do pokoju wparowali: Louis, Niall, Liam, Zayn i nawet o dziwo Harry. 
Każdy z nich jakoś dziwnie wyglądał. Harry płakał, Zayn miał zawiedzioną minę, Liam był smutny, Niall był zły, a w jego oczach zbierał się łzy, a Louis...Louis wyglądał na zawiedzionego i złego. Chłopacy otoczyli moje łóżko. Po prawej stronie byli: Harry i Zayn. Po lewej: Niall i Liam, a na przeciwko mnie. Nastała niezręczna chwila ciszy. Po chwili przerwał ją Louis.
- Czyli jednak nie umarłaś...
- No nie...- Odpowiedziałam.
- Eh...- odpowiedział Louis i znowu się uciszył.
Znowu było cicho jak na cmentarzu. Po chwili wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Za mną wyszedł Harry. Poszłam do łazienki. W momencie gdy do niej weszłam ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiło mnie to gdyż po co pukać do damskiej łazienki skoro można po prostu wejść.? No nic, trudno. Podeszłam znowu do lustra. Usłyszałam jak drzwi otwierają się. Spuściłam głowę i przemyłam twarz. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Spojrzałam w lustro. Za sobą zobaczyłam Harrego. Przestraszyłam się. 
Obróciłam się do Harrego. Spojrzałam w te jego zapłakane oczy. Były przekrwione, a pod oczami miał takie wory pod oczami jakby nie spał conajmniej dwie noce. Nie wiedziałam czego on chce. Nie wiedziałam co robić. Spuściłam wzrok na ziemię. Nagle poczułam usta Harrego na moich wargach. Odepchnęłam go, po czym uderzyłam w twarz. Harry posmutniał jeszcze bardziej, a po jego policzkach zaczęły płynąć łzy.
Wybiegłam z łazienki. Skierowałam się do pokoju. W pokoju byli tylko Louis i Amber. Tomlinson pochylał się nad jej łóżkiem i patrzył na nią z wrogim wzrokiem. Zorientowałam się, że Amber zasnęła. Szturchnęłam ją lekko w ramie. Nagle otworzyła oczy. Gdy zobaczyła nad sobą pochylającego się Louisa zauważyłam w jej oczach strach. 
- Zostaw mnie.!- Krzyknęła do Louisa i popłakała się.
Louis uśmiechnął się złowrogo poczym się zaśmiał i wyszedł. Byłam zdziwiona. Amber nakryła się kołdrą i płakała. Było słychać, że stara się płakać cicho ale nie wychodziło jej to. Martwiłam się o nią. Ale o co jej chodziło z tym aby Louis ją zostawił. To było dziwne, nawet bardzo. 
Po dziesięciu minutach do pokoju weszła Maja i podała mi mój telefon. Nie powiedziała jednak nic. Tylko podała mi telefon i wyszła. Amber cały czas płakała. Nagle dostałam SMS'a. ,, Heh...czemu nie zginęłaś.?! Zrób nam wszystkim przysługę i idź się zabij.! A tak pro po to zostaw Harrego w spokoju. On Cię nie kocha, robi to wszystko na pokaz. Nigdy nie zakochałby się w takiej idiotce jak ty.! A właśnie. Zrób coś z tym czymś na szyi, hah. Aha, coś jeszcze. Nie ufaj Amber. To mój były pomocnik. I...TRZYMAJ SIĘ DALA OD HARREGO, NIE ZASŁUGUJESZ NA NIEGO.! Pozdrawiam ~ Pomocnik''. Jeju...przecież ja się z Harrym nie zadaje.! Czego on ode mnie chce.?! A może spytam się Amber kim on jest.
- Amber...ej...Amber....- Powiedziałam szturchając ją lekko w ramie.
- Tak.?
- Kto jest tym pomocnikiem.?
- Nie mogę ci powiedzieć, przepraszam.
- Czy on cię szantarzuje.?
- Tak
- To idź na policję.!
- Nie.!
- Ok...nie krzycz.
- Mogę iść spać.?!
- Tak. Kolorowych
- Dzięki.
Amber znowu nakryła sobie głowę kołdrą i usiłowała zasnąć. Ja też postanowiłam spróbować zasnąć lecz nie udało mi się to. Leżałam tylko z zamkniętymi oczami i myślałam co zrobić jak wyjdę ze szpitala. Nagle drzwi otworzyły się. Ktoś wszedł do pokoju i usiadł na brzegu mojego łóżka. Miałam nadzieję, że to Majka, ale nie. To musiał być Harry. Zacisnęłam powieki najmocniej jak mogłam. Harry nachylił się nade mną. Myślałam, że znowu mnie pocałuje ale nie.
- Kate wiem, że nie śpisz.- Powiedział.
Nie odezwałam się. Jednak gdy usłyszałam jego głos po policzku spłynęła mi łza.
- Kate...nie płacz.- Powiedział ocierając mi łzę.
Po policzku spłynęła mi jeszcze jedna łza, potem jeszcze jedna, a później jeszcze kilka.
- Kate...słyszysz.? Nie płacz, proszę.- Wymamrotał.
Po chwili poczułam jak jego wargi zatapiają się w moich ustach. Po chwili odsunął się.
- Przepraszam. Nie bij.- Powiedział przygnębionym tonem.
- Nawet nie mam zamiaru- Odpowiedziałam.
Chwyciłam Harrego za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. 
- Kate...czy ty nie upadłaś na głowę.?- Spytał odrywając na chwilę ode mnie swoje usta i śmiejąc się.
- Hahaha, nie...- Odpowiedziałam.
Nawet nie zauważyłam, że jest już szósta rano. Amber już się obudziła, a ja dopiero zaczęłam zasypiać. Harry położył się koło mnie na łóżku. Pocałował mnie w czoło, przytulił i zasnął. 
Zaczęłam myśleć czy dobrze zrobiłam. Bo nie wiem czy to dobrze, że mu wybaczam. W końcu mnie zdradził...ale skoro go kocham...a on chyba mnie to czemu nie spróbować jeszcze raz.?

poniedziałek, 16 września 2013

#8

Ocknęłam się w szpitalu. Otworzyłam oczy. Na krześle na przeciwko mnie siedziała zapłakana Majka, którą przytulał Zayn. Coś trzymało moją dłoń i coś leżało na moim brzuchu. Za oknem było ciemno. Spojrzałam na elektroniczny zegar naścienny. Była 21:30. To dziwne, że nie zginęłam i, że byłam nieprzytomna aż 6 godzin.
Mój brzuch był cały mokry, a moja szyja piekielnie bolała. Dotknęłam jedną dłonią tego czegoś na mojej dłoni. To była czyjaś dłoń...po chwili dotknęłam też tego co leżało na moim brzuchu. W tym momencie to coś podniosło się. Ja zamknęłam oczy. Usłyszałam kroki i uchylające się drzwi. Tego kogoś/czegoś obok mnie...nie było. Wyszło. Ja podniosłam się na łóżku. Łóżko zaskrzypiało. Majka podniosła głowę, zobaczyłam jej zapłakane oczy i spływający tusz do rzęs. Spojrzała na mnie zawiedzioną, złą i skrzywdzoną miną. 
- Zwariowałaś.?!- Krzyknęła na mnie.- Co ty sobie myślałaś.?! Chciałaś się zabić.?!- Mówiła zapłakana.
- Tak...- Powiedziałam spuszczając głowę.
- Czemu.?! Ja się Ciebie pytam, czemu.?!
- Bo...Zayn...
- Co, ja.?- Spytał Zayn unosząc jedną brew do góry.
- Mógłbyś na chwilę wyjść.?- Spytałam niepewnie
- Tak, oczywiście, to ja może pójdę do Harrego, na korytarz.- Powiedział Zayn całując Majkę i wychodząc.
-Chwila.?! Co.? Do Harrego.?! Co on tam robi.?! - Pomyślałam. 
Nastała chwila ciszy, którą przerwała Maja.
- Więc.? Czemu to chciałaś zrobić.?
- Bo...bo...
- Bo co.?!
- Bo Harry mnie zdradził, jasne.?!
- Co Harry zrobił.?!
- Zdradził mnie.! Widziałam go z jakąś blondi u nich w domu.!
Majka zaniemówiła. Wstała z krzesła, podeszła do mojego łóżka, usiadła na nim po czym mnie przytuliła.
- Będzie dobrze- Szepnęła Maja całując mnie w czoło. Moje oczy napełniły się łzami.
Postanowiłam wyjść na korytarz. Na przeciwko pokoju, w którym się znajdowałam siedział Harry. Minęłam go udając, że go nie widzę. Gdy ukradkiem spojrzałam na niego kątem jednego oka zobaczyłam jego pełne łez i zaczerwienione oczy. Zdziwiło mnie to. Nie sądziłam nawet, że go zainteresuje to, że jestem w szpitalu. Szczerze to nawet nie wiem czemu tutaj jestem, miałam nadzieję, że zginę.Majka ma niezły refleks, że ucięła linę zanim się udusiłam, tym bardziej iż to była wmiarę gruba lina. No cóż, trudno. 
Udałam się szybkim krokiem, do łazienki. Stanęłam przed lustrem i spuściłam głowę. Po chwili podniosłam ją jednak i spojrzałam na siebie. Miałam podkrążone i zaczerwienione oczy oraz siny ślad na szyi. Przejechałam po nim palcem. Im bardziej przyduszałam palec do szyi tym bardziej mnie to piekło. Przemyłam sobie twarz zimną wodą po czym wyszłam z łazienki.
Przed drzwiami od łazienki zastałam Harrego. Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczami z miną zbitego psa.
- Zejdź mi z drogi Styles.!- Warknęłam i odepchnęłam go.
Harry poleciał na ścianę. Gdy chciał do mnie podejść z rozłożonymi rękoma, a ja odepchnęłam go znowu. Harry posmutniał, gdy chciał przejść korytarzem do Zayna, podłożyłam mu nogę. Harry poleciał na ziemię z hukiem. ,, Mam nadzieję, że złamałam mu nos albo, że coś mu się chociaż stało.''- Pomyślałam. Poszłam do pokoju szpitalnego. Gdy miałam zamiar się położyć do pokoju wniesiono jakąś dziewczynę. Wyglądała koszmarnie.
Patrzyłam na nią jakieś 10 minut. Po chwili otworzyła oczy. 
- Hej...- Szepnęłam- Jestem Kate, a ty.?
- A, Amber...- Odpowiedziała po chwili
- Co Ci się stało.?- Spytałam
- Nie, nie pamiętam, ale chyba zostałam pobita...a ty.? Czemu tu jesteś.?
- Eh...próbowałam się powiesić.
- Czemu.?
- Chłopak...
- Eh...rozumiem.
Rozmawiałyśmy dość długo. Amber okazała się być fajna. Lecz gdy się jej przyjrzałam. Przypomniała mi się sytuacja w parku. Amber miała na sobie obecnie czarną bluzę z kapturem. Osoba z parku, która usiadła obok mnie na chwilę miała identyczną bluzę oraz miała też brązowe włosy. Nagle zrobiła mi się podejrzana lecz nic nie chciałam  mówić. Jestem ciekawa czy to ona, oraz czy to ona jest pomocnikiem czy może ona jest jedną z jego ludzi. Może mu się sprzeciwiła, a on ją pobił. Zrobiło mi się przykro z jej powodu lecz mimo to pracowała  dla...dla niego bądź jej.

sobota, 14 września 2013

#7

Po wejściu do domu Jack'a rozejrzałam się, a Jack, pokazał mi gdzie mogę dzisiaj spać. Udałam się więc do pokazanego przez Jack'a pokoju. Położyłam się na łóżko i wyjęłam z kieszeni telefon. 
- No cudnie...10 wiadomości od Harrego i 2 od tego pseudo pomocnika...- Powiedziałam sama do siebie.
Prawie wszystkie wiadomości od Harrego brzmiały tak samo: ,, Przepraszam.! Kocham tylko Ciebie.!'' albo: ,, To nie tak jak myślisz ja jej nawet nie znam.!'' ale jedna z jego wiadomości szczególnie przykuła moją uwagę : ,, Kochanie.! Ja Cię kocham z całego serca.! Nigdy bym Cię nie zdradził.! A ona.?! Ja jej nawet nie znam.! Na prawdę chciałem jechać do mojego ojca ale gdy wychodziłem ona weszła nam do domu i rzuciła się na mnie.! Proszę wybacz mi.! Kocham Cię.! I będę o Ciebie walczył do końca.! Harry x.!'' Ale jakoś nie mogę uwierzyć w to, że to był przypadek. 
Odłożyłam telefon ale po chwili namysłu uznałam, że zadzwonię do Majki. Gdy zerknęłam na telefon ukazała się nowa wiadomość. Była ona od ,, Pomocnika '' : ,, Heh...mówiłem/łam, że on Cię będzie zdradzał.?! Ale nieee...po co słuchać osoby, która wie o was wszystko. Moim zdaniem po prostu do siebie nie pasujecie i tyle. Ale już dzwoń do tej Majki ;) . Albo po prostu idź spać. Pozdrawiam ~ Pomocnik'' . Może i on ma racje...może źle zrobiłam dając mu szansę. W końcu to mega gwiazda, a ja to zwykła dziewczyna. Dobra... muszę przestać o nim myśleć. Teraz muszę skupić się na nauce w szkole...ale to mi i tak nie pomoże. W końcu za dwa miesiące są wakacje. A ja praktycznie nic nie umiem, nie było mnie miesiąc w szkole i w dodatku wagarowałam. Na pewno nie przejdę do następnej klasy. Ale trudno...co ja miałam zrobić...a no tak, zadzwonić do Majki.
- Hej kochana, co tam.?- Powiedziała Majka
- Hej Maja...- Powiedziałam łkając i ciągnąc nosem.
- Co jest kochanie.? Ała, Malik.! Nie widzisz, że gadam z siostrą.?!
- Przeszkadzam.?
- Nie, oczywiście, że nie. Chciałabyś się spotkać i pogadać.?
- Tak...
- Ok, to  u ciebie i ojca.?
- Teraz to chyba tylko u mnie, bo znow wyjechał...
- Eh...No trudno...to około 15.?
- Ok. To pa
- Pa kochanie.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na stolik stojący koło łóżka. Położyłam się na łóżko i mocno przytuliłam się do poduszki, płacząc najciszej jak umiem. Cały czas myślałam o Harrym. Przeglądałam nasze wspólne zdjęcia w moim telefonie i rozważałam czy ich nie usunąć. Kocham go nadal ale czemu on mnie wykorzystał i zabawił się mną. To strasze. Jak ja mogłam uwierzyć w to, że piosenkarz się we mnie zakocha, że będzie tak jak kiedyś, za nim wiedziałam, że jest sławny. Na początkach jego kariery. Jestem po prostu głupia. 
Po tych myślach chyba zasnęłam ponieważ otworzyłam oczy i była 10:00. Z trudem się podniosłam z łóżka, ale gdy mi się przypomniało iż na 15 umówiłam się z Majką u mnie w domu. Założyłam buty, pożegnałam się z Jack'iem i wybiegłam z jego domu. Biegłam ile sił w nogach. Potknęłam się raz ale dobiegłam do domu. Zaczęłam szukać kluczy i pospiesznie otworzyłam drzwi. Wbiegłam do domu, zrzuciłam buty, wbiegłam do pokoju biorąc ubranie i wbiegłam do łazięki. Wzięłam szubki prysznic, umyłam włosy i spojrzałam na zegarek. Ku mojemu zdumieniu była już 14:35.  Spojrzałam przez judasza. Nikogo nie było widać. Spojrzałam na stojące przy moim łóżku zdjęcie Harrego i moje. Łzy napłynęły mi do oczu. Poszłam do piwnicy. Wzięłam linę, po czym wyszłam z piwnicy. Spojrzałam na drążek do ćwiczeń mojego ojca i na linę. I jeszcze raz na drążek i jeszcze raz na linę. W końcu podeszłam do drążka, spojrzałam na zegar, była 14:45. Zarzuciłam linę na drążek i związałam ją. Zostawiłam pętlę. Poszłam po mały stołek. Włożyłam głowę w pętlę. Łzy spływały mi po twarzy. Po chwili wyjęłam głowę z pętli i poszłam po zdjęcie Harrego i moje. Przyniosłam jeszcze jeden mały stołek, na którym postawiłam nasze zdjęcie. Znów podeszłam do stołka przy drążku, weszłam na niego, włożyłam głowę w pętlę i...i w tym momencie usłyszałam, jak ktoś wchodzi do mieszkania. To była Majka bo ona jako jedyna miała klucze. Zaczęła mnie wołać. W końcu podeszła do miejsca w którym byłam. Spojrzała na mnie z lękiem w oczach. Po chwili pobiegła chyba do kuchni. Gdy wróciła osunęłam się ze stołka. W ręku miałam kartkę, a ostatnie co usłyszałam to przerażający krzyk Majki: ,, Nieee...!''.

wtorek, 27 sierpnia 2013

#6

- Harry...ale ja się na prawdę bardzo boję. Co jak on ci coś zrobi.?- Powiedziałam zalana łzami
- Kochanie...ja też się o ciebie boję. A może idź z tym na policje.?
- Hahaha.! Nie, nie mogę.! Przecież widziałeś co pisał.!
- Ale mi powiedziałaś...
- Bo jesteś moim chłopakiem.
W tym momencie usłyszałam dźwięk telefonu. Tak, to kolejny SMS od ,, Pomocnika'' .  Dlaczego ktoś mi to robi.? ,, Hah...Jakież to romantyczne. Po prostu...jesteście tacy słodcy jak cukier ale szkoda, że wasz związek dobiega powoli końca ~ Pomocnik''. O co mu chodziło.? Przecież dobrze nam się układa...a przynajmniej tak mi się wydaje.
- Kochanie...kochanie.! - Podniósł głos Harry wyrywając mnie z zamyślenia.
- Yyy...tak.?
- Co jest.?
- Ym...nic, chyba muszę wracać do domu.
- To chodź odprowadzę cię- Powiedział Harry podjąc mi rękę.
Chwyciłam Harrego za rękę i wyszliśmy. Poszliśmy dłuższa drogą żeby pobyć dłużej razem. Przez pół drogi nie odezwaliśmy się do siebie. Szliśmy tak w milczeniu puki nie dostałam kolejnego SMS'a. 
- Kto znou do ciebie pisze.?- Spytał zaciekawiony Harry
- Nie wiem, pewno znowu ta sama osoba.
Wyjęłam telefon z  kieszeni i sprawdziłam SMS'a. ,, A wy co tak cicho.?  Czemu nie rozmawiacie.? Coś się stało.? Hahaha. Pozdrawiam ~ Pomocnik.''. Pokazałam telefon Harremu. Widziałam, że też się boi ale nie chce tego okazywać. Ale kto chce, żebyśmy się rozstali.? Wiem, że nie każdy nas akceptuje ale przecież nie muszą nas za to śledzić i straszyć. Przecież my nic nikomu nie robimy.
Nawet się nie zorientowałam, a byliśmy już pod moim domem. Harry chwycił mnie za druga  rękę i pocałował mnie na pożegnanie. 
Otworzyłam drzwi od domu po czym poszłam do swojego pokoju i usiadłam na parapecie. Patrzyłam na oddalającego się w ciemność Harrego. Harry obrócił się i spojrzał w moje okno. Zeszłam z parapetu i podeszłam do biurka po butelkę wody. Gdy znowu spojrzałam w okno Harrego już nie było widać. Wzięłam łyk wody i otworzyłam okno wychylając się. Zobaczyłam, że ktoś w oddali się na mnie patrzy. W tym momencie dostałam SMS'a ,, Hahaha. Nie wychylaj się tak bo jeszcze wypadniesz i Harremu będzie przykro. Hahaha. pozdrawiam ~ Pomocnik'' . Jezu...może to jest on, może to jest ten ,,Pomocnik''.? 
Zeszłam z parapetu. Ubrałam bluzę i trampki i wybiegłam z domu. Miałam szczęście, że mój ojciec znowu gdzieś wyjechał więc praktycznie byłam sama w domu. Zamknęłam drzwi i wybiegłam na dwór. Nałożyłam kaptur na głowę i zaczęłam iść najspokojniej jak mogłam. Osoba do, której chciałam podejść nagle zaczęła uciekać. Zaczęłam biec za tą osobą. Ale niestety w pewnym momencie ten ktoś zniknęła mi z pola widzenia. Po minucie znowu dostałam SMS'a. ,, Hahaha. Goniłaś kogoś i myślałaś, że to ja.? Hm...może i miałaś rację ale ja i tak cały czas Cię widzę ;) . Pozdrawiam ~ Pomocnik'' . Ja już nie wyrabiam, nie daję z tym rady. 
Po nieudanym pościgu zawiedziona dałam się w kierunku domu. Otworzyłam drzwi i poszłam do pokoju. Zdjęłam buty i rzuciłam jednym z nich o szafę. Położyłam się na łóżko i zasnęłam. 
Obudziłam się o 11. Poszłam wziąć prysznic i się ubrać. Zjadłam na śniadanie płatki i nalałam sobie wody do szklanki. Nie mogę uwierzyć w to, że mogłam go złapać, a nie wyszło mi to. Był na wyciągnięcie ręki...było chodzić na ten głupi WF.!  Wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Harrego.
- Hej Harry...możemy spotkać.?- Spytałam
- No hej...wiesz co...teraz zbytnio nie mogę. Może jutro.? Albo dzisiaj wieczorem.?- Powiedział dziwnym tonem Harry.
- A co tam u ciebie.? Co robisz.?
- Co.? Ja.? Wiesz...jestem teraz u mojego ojca i nie zbyt mogę gadać. Przepraszam. Wynagrodzę Ci to. Pa kochanie.
- Tak...pa...
Nie ukrywam, że trochę mnie to zdziwiło, bo przecież mi wczoraj ni nie mówił, że jedzie do ojca. On coś przede mną ukrywa czy co.? No nic...poszłam na spacer mając nadzieję, że spotkam gdzieś Majkę albo chociaż Adama.
Po dłuższym spacerze w parku spotkałam Majkę. Majka szła chodnikiem cała radosna. Zazdrościłam jej trochę. Usiadłam na ławce, włożyłam słuchawki w uszy, nałożyłam na głowę kaptur i zaczęłam szukać okularów przeciwsłonecznych. Nagle ktoś usiadł koło mnie. Spojrzałam na tą osobę kontem oka. Miałam nadzieję, że to Majka, ale...to nie była ona. Majka miała brązowe oczy, a ten ktoś...nie...pomyślałam, że może ma soczewki. Spod kaptura owej osoby wystała brązowa grzywka taka jak Majki. Owa osoba popatrzyła na mnie, wstała i nagle poszła znikając mi z oczu. W tym momencie dostałam SMS'a. ,, Hah...wiesz obok kogo siedziałaś.? Tak, to byłem/łam ja. Jestem w kilku miejscach na raz.  Nawet nie wiesz kiedy na Ciebie patrzę. Mam dla Ciebie dobrą radę. Idź do domu chłopaków z One Direction i zobacz co się tam dzieje. Zobaczysz coś ciekawego. Pozdrawiam ~ Pomocnik''. Zdziwiłam się trochę. Ale uznałam, że co mi szkodzi. W końcu i tak nie mam co robić, a tak to może z, którymś z nim pogadam.
Wstałam z ławki i udałam się w kierunku wyjścia z parku. Gdy wychodziłam z parku w oddali widziałam Patrish. Oczywiście musiała się zacząć. 
- Hahaha.! Patrzcie kto idzie.!- Dał się słyszeć jej głos Patrish.
- Spadaj.! - Odpowiedziałam stając kilka kroków przed nią.
- Hahaha. Gdzie tak idziesz.? Do siostrzyczki.? Hahaha.
- Nie.! Idę do...
W tym momencie przerwał mi SMS. ,, Nie zatrzymuj się.! Musisz iść do domu chłopaków. Przecież wiesz, że to już niedaleko. Olej tą Patrish i idź.! Idź rozumiesz.? Nie zatrzymuj się już przy nikim tylko idź.! Pozdrawiam ~ Pomocnik''
- Idziesz do...?- Powiedziała Patrish
- Do kolegów.! Sorry, śpieszę się. Nara.! - Powiedziałam idąc nieco szybciej niż wcześniej.
Po jakiś 10 minutach byłam pod domem chłopaków. Stałam pod drzwiami. Trochę się denerwowałam. Nie wiedziałam co robić. Po chwili znowu, SMS. ,, No na co czekasz.?! dzwoń.! Pozdrawiam ~ Pomocnik''. Ten pomocnik dodał mi trochę odwagi. Ale nadal nie wiedziałam, czy zadzwonić. Nagle z domu chłopaków zaczęłam słyszeć jakiś damski głos. W tedy nie wytrzymałam. Nadusiłam dzwonek do drzwi. Zaczęłam walić w drzwi pięściami. Harry chyba na kogoś krzyczał. Zaczęłam nerwowo tupać nogą. W końcu Harry otworzył.
- O.! Hej skarbie...co ty tutaj robisz.?- Spytał nerwowo
- Jak widzisz jestem.! A co ty tutaj robisz.? Miałeś być u...- W tym momencie zamarłam. 
Do moich oczu napłynęły łzy. Żałowałam z jednej strony, że tutaj przyszłam, ale z drugiej strony przynajmniej teraz wiem, jaki jest Harry. Ten ,,Pomocnik'' od samego początku mówił prawdę.
- Coś się stało kochanie.?- Spytał Harry z potem na twarzy.
- Kochanie.?! Kochanie.?! Jak śmiesz tak do mnie mówić.?! Okłamałeś mnie, a w ogóle co to za lafirynda za tobą stoi.?!
- Ymmm...w  jakim sensie cię okłamałem.?
- Miałeś być u swojego ojac...i wyjdź mi z za tych drzwi.!
Harry wysunął się lekko zza drzwi. Miał rozerwaną koszulę, a praktycznie miał jej resztki.  Z za niego wyszła ładna, szczupła blondynka. Miała na sobie krótką czerwoną sukienkę.
- Harry, co to ma być do cholery.?! Czemu ty mnie zdradzasz.?!
- Kochanie ale...to nie jest tak jak myślisz.! Ona...
- Zamknij się.! Z nami definitywnie koniec.! Życzę wam szczęścia.!
- O...dzięki - Powiedziała blondynka opierając się na barku Harrego.
Obróciłam się i zaczęłam biec. Co jakiś czas się obracałam. Widziałam jeszcze jak Harry odpychał do siebie tą blondynkę i rusza w pogoń za mną. Biegłam jak najszybciej mogłam. Na szczęście nie daleko mojego domu była restauracja. Wbiegłam do niej. Mój pierwszy cel w restauracji to była damska toaleta. Była to moja ulubiona restauracja. W weekendy pracowałam tam, a szef był dla mnie praktycznie jak ojciec i jak przyjaciel za razem.
Gdy byłam już nie daleko toalety nagle skręciłam do kuchni gdzie pracował mój szef. Wparowałam do kuchni jak tornado. Nie obchodziło mnie to, że mogłam tam kogoś staranować, zepsuć coś, zrzucić lub potrącić kelnera i zepsuć potrawę.
- O.! Witaj Kate- Powiedział szef uśmiechając się.
- No tak, cześć, cześć.- Powiedziałam zdyszana.- Gdzie mogę się schować.?- Spytałam.
- Ym...no...na przykład pod tym stołem- Podpowiedział mi szef pokazując mi stół obok drzwi.
- Ok, dzięki.- Odpowiedziałam przelotem przytulając szefa.
W momencie gdy chowałam się pod stół do kuchni wparował Harry.
- Dzień dobry.! Czy jest tu Kate.? Kate Morgan- Wydyszał Harry
- Dzień dobry...a kim pan jest.?- Szef popatrzył na mnie.
Pokazałam mu w miarę o co chodzi, a gdy nie zrozumiał, wysłałam mu SMS'a. W tedy chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Przepraszam ale to jest pomieszczenie tylko dla pracowników, proszę stąd wyjść.- Powiedział mój szef
- Dobra.! Ale i tak wiem, że ona tutaj jest.! Ja jej nie odpuszczę.!- Ryknął Harry po czym wyszedł z kuchni.
Gdy wszyscy goście już wyszli, szef zamknął lokal i wodę na herbatę. Usiedlismy przy jednym z blatów i zaczęliśmy rozmawiać. Wyjaśniłam wszystko szefowi, a on mnie zrozumiał. Mój szef jest dla mnie jak ojciec, którego praktycznie nie mam. Gdyby nie to, że mówimy do siebie po imieniu i, że nie jest ode mnie dużo starszy serio byłby dla mnie jak ojciec.
- Em...Jack...- Powiedziałam, do szefa
- Tak.?- Spytał Jack upijając łyk herbaty
- Mogłabym tu dzisiaj spać.?- Spytałam niepewnie.
- Co.?!- Powiedział Jack wypluwając herbatę.
- No...czy mogłabym tu spać...
- Tak...oczywiście...a czemu.?
- Bo...ja się boję, że spotkam Harrego...
- Rozumiem...a może...będziesz spać u mnie.?
- A mogę.?
- Oczywiście...
- Serio.?
- Tak, pewnie. Gdybyś została tutaj ktoś mógłby się włamać i zrobić ci coś, tym bardziej, że są tu ostre narzędzia.
Po naszej rozmowie umyłam szklanki po herbacie i wyszliśmy. Jack zamknął drzwi od restauracji, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu Jack'a.